Strona Główna

Aktualności

Gazeta Warszawska

Tusk to gospodarczy analfabeta

Z senatorem Grzegorzem Biereckim, prezesem SKOK-u, wiceprzewodniczącym rady dyrektorów Światowej Rady Związków Kredytowych (WOCCU), rozmawia Aldona Zaorska (Warszawska Gazeta).

Premier Tusk odżegnuje się od myślenia o Polsce w kategoriach interesu narodowego. Dla niego polskość to nienormalność. On tak po prostu myśli. A przecież żeby być dobrym przywódcą, trzeba kochać ludzi. Tymczasem tego rodzaju postawa, którą prezentuje obecny premier, prowadzi zawsze do zła i pozbawiania ludzi podmiotowości. Wizje urządzenia społecznego prezentowane przez obecny obóz rządzący, polegają na niszczeniu dużych struktur. Dlatego Donald Tusk atakuje Kościół, zwalcza związki zawodowe, nie chce dopuścić do głosu silnych partnerów społecznych.

W Polsce praktycznie pozbyliśmy się rodzimych banków. Czy nie uważa Pan, że jest to zagrożenie dla suwerenności naszego kraju?

Rodzi się pytanie, w czyich rękach jest polski dług...

A w czyich rękach jest Pana zdaniem?

W rękach zewnętrznych ośrodków decyzyjnych. To zagraniczne centra finansowe posiadają polski dług. Gdy się popatrzy na ogólną strukturę zadłużenia Polski, to z roku na rok bezpośrednio wzrasta udział zadłużenia zagranicznego, a przecież zadłużenie krajowe również nie jest w rękach polskich obywateli, tylko w posiadaniu banków, które są kontrolowane przez czynniki zagraniczne. Zaś zasada jest prosta: ten kto kontroluje dług, ten kontroluje państwo. W okresie ostatnich 4 lat zadłużenie Polski zostało podwojone. Kiedy Tusk obejmował funkcję premiera, kształtowało się ono na poziomie 500 miliardów, po upływie pierwszej kadencji jego rządu sięgnęło około 900 miliardów.

Jakie konsekwencję będzie miał fakt podpisania przez Polskę Paktu fiskalnego?

Następstwa tego porozumienia mają niesłychane znaczenie dla suwerenności narodowej. W przyszłości Polskę zacznie obowiązywać Europejski Mechanizm Stabilności (EMS), co oznacza, że nasz budżet będzie musiał być zatwierdzany przez strukturę europejską i obejmie nas obowiązek, wypełniania jej poleceń. Na przykład, jeśli Rada Europejskiego Mechanizmu Stabilności zażąda przekazania jakichś środków finansowych, dany kraj jest zobowiązany w ciągu 7 dni dokonać wpłaty pieniędzy w określonej przez nią wysokości. Tymczasem od decyzji Europejskiego Mechanizmu Stabilności nie można się nigdzie odwołać.Ta procedura nie jest objęta jakimkolwiek trybunałem, Europejski Mechanizm Stabilności posiada pełen immunitet. Dotyczy to również osób, które zarządzają tą instytucją i wszystkimi jej pracownikami. Qyli, inaczej mówiąc, trzeba wykonywać wszystkie polecenia, których nie ma gdzie zaskarżyć i nie ma też możliwości wyciągnięcia konsekwencji w stosunku do ludzi, podejmujących konkretne decyzje. Z tego powodu jest to niebywale groźna struktura, znajdująca się poza demokratyczną kontrolą. Ona nie podlega Parlamentowi Europejskiemu. Nie ma nad nią demokratycznej kontroli.

To komu w takim razie podlega?

Rządy państw strefy euro wyznaczają radę, jednak parytet głosowania w Europejskim Mechanizmie Stabilności jest rezultatem wielkości wkładu poszczególnych krajów. Mówiąc wprost - głosy Niemców i Francuzów wystarczą, aby podejmować wszelkie decyzje. My będziemy musieli się temu podporządkować. Jednak Niemcy starannie zadbali o swoje narodowe interesy. Oni znaleźli rozwiązanie, aby upodmiotowić swoje państwo w ramach procedur decyzyjnych EMS. Ich Trybunał Konstytucyjny powiedział wyraźnie, że każda decyzja Europejskiego Mechanizmu Stabilności, obejmująca wykorzystanie niemieckich pieniędzy, musi zostać zatwierdzona przez Bundestag. W praktyce sytuacja taka oznacza, że jedynym demokratycznym ośrodkiem kontrolującym tę instytucję będzie Bundestag.

Czy problemy dotyczące Grecji oraz pozostałych państw Europy mogą się rozprzestrzenić na cały Stary Kontynent i doprowadzić, np. do rozpadu Unii Europejskiej?

Jest na ten temat znakomita książka „Federalist Papers", czyli „Papiery federalistów". Opisano w niej, w jaki sposób budowano Stany Zjednoczone. Otóż, żeby zbudować jedno państwo federalne, należy pozbawić pozostałe, sąsiednie kraje pieniędzy. W tym kontekście pojawia się pytanie, dlaczego wpłaty do Europejskiego Mechanizmu Stabilności są tak wielkie? W przypadku Polski, taki wkład wyniesie ok. 28 mld euro. To jest, licząc pobieżnie, prawie 30 proc. naszego budżetu. W ten sposób pozbawia się nas sporych pieniędzy. Zaś, gdy już je przekażemy, będziemy musieli iść po nie do „góry"; z kolei żeby je na nowo uzyskać, trzeba będzie spełnić określone warunki. A więc żeby zbudować jedno, ponadnarodowe państwo, najpierw trzeba „obedrzeć" państwa lokalne z najważniejszego uprawnienia, jakim jest samodzielność budżetowa. W ten sposób potraktowano Greków.

Czy Grecy mają tego świadomość?

Oni wiedzą, że zostali sprzedani. Podczas jednej z demonstracji, transmitowanej w amerykańskiej telewizji, słuchałem wypowiedzi ludzi, którzy mówili o spisku przeciwko ich państwu. Wprowadzenie euro oznaczało dla Greków tańszy dostęp do pieniędzy, w ten sposób mogii taniej zadłużać swój kraj.

Cztery lata temu premier Donald Tusk zapowiedział, że w 2012 roku wejdziemy do strefy euro. Nadszedł rok 2012 i nie mamy wspólnej waluty. Okazało się natomiast, że dzięki utrzymaniu złotego globalnie rzecz ujmując - Polska uchroniła się przed światowym kryzysem...

Zawsze wszystkim mówię, że premier Donald Tusk niczego w ekonomii nie rozumie. On jest niebywale sprawnym PR-owcem i niesamowicie brutalnym politykiem, który nie posiada wielu hamulców w swojej działalności. Wielokrotnie w przeszłości dowiódł, że dla niego kategorie takie jak przyjaźń, związki międzyludzkie nie mają żadnego znaczenia. To jest człowiek, który dla osiągnięcia postawionych przed sobą celów zrobi wszystko. I w jakimś sensie realizuje makiawelistyczną wizję polityki, prowadzącą ostatecznie do destrukcji. Natomiast jeżeli chodzi o gospodarkę jest absolutnym analfabetą. Jednak wokół niego są ludzie, którzy podpowiadają mu określone działania i świetnie na tym zarabiają. Premier Tusk odżegnuje się od myślenia o Polsce w kategoriach interesu narodowego. Dla niego polskość to nienormalność. On tak po prostu myśli. A przecież żeby być dobrym przywódcą, trzeba kochać ludzi. Tymczasem tego rodzaju postawa, którą prezentuje obecny premier, prowadzi zawsze do zła i pozbawiania ludzi podmiotowości. Wizje urządzenia społecznego prezentowane przez obecny obóz rządzący, polegają na niszczeniu dużych struktur. Dlatego Donald Tusk atakuje Kościół, zwalcza związki zawodowe, nie chce dopuścić do głosu silnych partnerów społecznych. Jeździłem po Trzecim Świecie i zauważyłem jedną wspólną cechę - deprecjonowanie ważnych podmiotów społecznych. Tam zawsze był prześladowany Kościół i związki zawodowe. Tymczasem, w porządnie zorganizowanych krajach, takich, w których obywatele nie boją się, że państwo im nagle zabierze własność, istnieją silne podmioty społeczne.

Czyli silne społeczeństwo obywatelskie...

A Tusk działa przeciwko społeczeństwu obywatelskiemu.

Czy banki, które zarabiają przecież na polskiej gospodarce, nie powinny w jakiś sposób współfinansować inicjatyw, mających na celu wzbogacenie społeczeństwa?

Gdy padło hasło wprowadzenia podatku bankowego, okazało się, że to jest trudne i niemożliwe. Ale obrabowanie z 1 mld 800 mln zł, KGHM - pierwszego polskiego przedsiębiorstwa, które stało się międzynarodowym koncernem i de facto ukaranie go za to, że się tak dynamicznie rozwija, zajęło raptem 2 tygodnie. Poczynania rządu w tej sprawie pokazały, że można w błyskawicznym tempie wprowadzić podatek, który dotyczy w praktyce jednej firmy. Podatek bankowy, wprowadzony w Niemczech i wielu innych państwach, w Polsce jest nie do pomyślenia. Minister Rostowski krzyczy z trybuny sejmowej, że nie będzie u nas Budapesztu. Na kogo on krzyczy?! A właściwie - dla kogo on krzyczy? Dla kogo krzyczy minister Rostowski?

Jak do tej pory SKOK-owi udało się jakoś wyjść z represji podjętych wobec niego obronną ręką, ale inni nie mieli już tyle szczęścia...

Jedyną instytucją, która może obronić nas przed tego typu patologicznymi działaniami, jest uczciwe, silne państwo. Bo tylko państwo może się przeciwstawić działaniom poszczególnych grup interesów, środowisk lobbystycznych czy sieci klientelistycznych i ograniczyć apatyty poszczególnych ośrodków nacisku. Dlatego wszystkie grupy kapitałowe wydają wielkie pieniądze, aby przekonać Polaków, że najlepsze jest „tanie państwo". Ale tanie państwo to takie, które nie ma siły. To znaczy, że ono będzie w swych działaniach nieskuteczne i byle jakie. Mówiąc inaczej: nie będzie potrafiło obronić interesów swoich obywateli.

powrót...