Strona Główna

Aktualności

Nie mogę stać bezczynnie

Nie angażowałbym sio w politykę, gdyby nie 10 kwietnia - mówi Grzegorz Bierecki w rozmowie z Arturem Dmochowskim.

Grzegorz Bierecki najbardziej znany jest z tego, że zbudował Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe. „Byłem wychowany w tradycji patriotycznej- mówi o  swojej rodzinie. - Obaj dziadkowie walczyli w wojnie 1920 r. Potem przyjechali budować Gdynię. Matkę wysiedlili Niemcy w 1939 r. Ojciec spędził wojnę w  obozie w Stutthotie. Po wojnie także był w więzieniu - za protest przeciwko sfałszowaniu wyborów w 1947 r." W sierpniu '80 Bierecki prosto z obozu  harcerskiego trafił pod strajkującą stocznię w Gdańsku i zaczął tworzyć niezależną organizację młodzieżową. W stanie wojennym zszedł do podziemia. Wtedy  poznał Lecha Kaczyńskiego tak zaczęła się ich przyjaźń. Gdy miał 21 lat, SB aresztowała go za działalność opozycyjną. Znał już wówczas swoją przyszłą żonę  Marzenę. Gdy miała przyjść na widzenie, wypatrzył na spacerniaku różę. Koledzy odwrócili uwagę strażników, aby mógł ją zerwać. Marzena przechowuje zasuszony  kwiat do dziś i mówi, że nigdy nie dostała cenniejszego prezentu... Mają dwóch synów. Młodszy jest w liceum, starszy na trzecim roku prawa. Przy okrągłym  stole w 1989 r. wywalczył zgodę komunistów na tworzenie szkół społecznych. Choć pracuje w twardym świecie finansów, ma duszę romantyka - kiedyś pisał  wiersze, a do dziś chętnie czyta poezje. Inne jego hobby to podróże. Ma do nich wiele okazji, bo przedstawiciele stu krajów jednogłośnie wybrali go na  wiceprezesa Światowej Rady Kas Kredytowych. Należy do Konfederacji Przyjaciół Jasnej Góry. Jest honorowym obywatelem Kansas City. Obecnie kandyduje do Senatu  z listy PiS-u na Podlasiu, bo - jak mówi - nie może stać bezczynnie. „Wiem, co trzeba zrobić, jakich przepisów brak i kto na tym korzysta" - mówi Bierecki.

Kandyduje Pan z Podlasia. Czym ma Pan zamiar zajmować się jako senator?

Przede wszystkim warto zauważyć, że wybór kogoś spoza lokalnych układów ma sens. Nie jestem w nie uwikłany i dlatego mogę podjąć dla regionu działania, których inni się boją. Wiele podróżowałem i mogę podpowiadać rozwiązania zaobserwowane w świecie, które sprawiają, że ludziom żyje się łatwiej. Mówiłem dziś  np. o upadłości konsumenckiej. Niby prawo jest, ale w praktyce nie działa. Jak wiele rzeczy pod rządami PO. Dla całej wschodniej Polski najważniejsze są  miejsca pracy. Jeden z moich pomysłów to rozśrodkowanie części urzędów centralnych pod hasłem „Nie wszystko w Warszawie".

To się uda?

W dobie informatyzacji nie ma uzasadnienia, żeby wszystko skupiało się w stolicy. Co stoi na przeszkodzie, aby np. Trybunał Konstytucyjny był w Krakowie? Co  roku wielu młodych ludzi kończy tam prawo na świetnym uniwersytecie. A administracja celna mogłaby być w Białej Podlaskiej, blisko wschodniej granicy.Powstałoby dzięki temu wiele miejsc pracy. Pobudziłoby to rozwój regionów i przyniosło oszczędności.

Same SKOK i dają przykład, bo centrale maja w Sopocie.

Właśnie - można bez problemów zarządzać ogólnopolską instytucją z Sopotu. A koszty są tam znacznie niższe niż w Warszawie.

Miał Pan dotychczas pozycje niezależnego eksperta. Dlaczego Pan sie zdecydował wejść w politykę?

Nie angażowałbym się w nią, gdyby nie 10 kwietnia. Moją pasją jest praca. Wcześniej działalność w podziemiu, w Solidarności, a potem w SKOK-ach, ale w  gruncie rzeczy we wszystkich tych miejscach chodziło ciągle o to samo - o poprawę kraju. Teraz cel pozostaje, ale wchodzę w nową rolę.

Właściwie wiec Pan wraca, ho przecież podziemie to też była polityka.

Nasi dawni koledzy z opozycji w dużej części znaleźli się, niestety, po drugiej stronie barykady... Np. Bogdan Klich, który rozłożył polska armie, a minister Hall szkoły... 

To wynika z faktu, że rządzą ludzie, którzy na niczym poza polityką się nie znają.

A ja obawiam się, że to nie przypadek, że Polaków planuje się kształcić najwyżej do poziomu wykwalifikowanych rzemieślników.
To pytanie o nasze miejsce w międzynarodowym podziale pracy. 0 to, co będzie polską specjalnością w Unii Europejskiej.

Hydraulicy i kelnerki?

W tej chwili rzeczywiście stajemy się zapleczem taniej siły roboczej. Wysokich technologii mamy coraz mniej. Wystarczy przypomnieć stocznie. Cała gałąź  padła. A można było to inaczej poprowadzić. Nieporadność, mydlenie oczu katarskim inwestorem. Obecna ekipa rządząca dobra jest tylko w pajacowaniu.
A potrzebujemy ludzi kompetentnych do rządzenia, bo stoimy przed największymi wyzwaniami. PO mówi, że w tych wyborach chodzi o 300 mld zł „załatwionych" z  Unii. A naprawdę idzie o znacznie poważniejsze sprawy, np. kto i komu rozdysponuje złoża gazowe, coś, co jest szansą Polski na stulecia. Bogactwo, które  mamy. Nie wyżebrane w UE, lecz znajdujące się pod ziemią.

Gaz łupkowy to faktycznie epokowa szansa.

Tak, ale jeśli u władzy będzie ekipa słaba i skłonna do przekrętów, to obudzimy się w sytuacji,w której z tych złóż będziemy mieli śmieszny zysk, np. 5 proc.  Jeśli będą to ludzie, którzy nie czują się związani z Polską, oddadzą to za bezcen i będą najwyżej opowiadali w telewizji, że zawarli korzystne kontrakty. 20  proc. złóż już oddano spółkom rosyjskim. To pokazuje skalę niekompetencji tego rządu. Bo gdzie byty nasze służby? Może, zamiast śledzić „Gazetę Polską" czy  kibiców, powinny sprawdzić te koncesje? Potrzeba ekipy dbającej o interes kraju, a nie takiej, która myśli wyłącznie o załatwieniu sobie na boku milionów.  
Obawiam się, że rozdawanie tych kontraktów może odbywać się na cmentarzach albo stacjach benzynowych, wzorem Mira i Zbycha...

Wróćmy na koniec do SKOK ów. Skąd się wziął ten pomysł?

Pojechałem z ramienia Solidarności do Stanów Zjednoczonych w 1989 r. Dostałem wiele zaproszeń, m.in. od Kas Kredytowych. Okazało się, że są wszędzie, ludzie  je chwalą, pomyślałem więc, że musi to być coś przydatnego. Szybko zobaczyłem, że pozwolą nam samodzielnie wytworzyć kapitał, zamiast czekać na zagraniczne  banki. Po powrocie z poparciem mojego przełożonego Leszka Kaczyńskiego i szefa związku Lecha Wałęsy zabrałem się więc do budowy Kas. Pierwsze organizowałem  razem z komisjami zakładowymi Solidarności. Jeździłem maluchem po kraju, po hutach, stoczniach i szpitalach. Wierzyłem w ideę Kas i tą wiarą zarażałem  innych. Teraz jesteśmy w Europie drudzy po Irlandii. Udało się nam odbudować przerwaną przez komunizm tradycję. Przecież w II RP trudno było znaleźć  miejscowość, gdzie nie było Kasy. Teraz znowu są niemal wszędzie i blisko ludzi. 

A kryzys?

SKOK-i go nie odczuwają. Są instytucjami bezpiecznymi. Inwestujemy ostrożnie i dlatego ludzie przenoszą się z banków do Kas. Kasy to dla nas ciągle  autentyczna pasja. Może dlatego tak dobrze funkcjonują. W październiku przyjeżdża do nas 11 prezesów Kas stanowych z USA, żeby zobaczyć nasze rozwiązania.  Przyjeżdżają, by je podpatrywać, i żartują, że 20 lat temu Polacy jeździli uczyć się do USA, a teraz oni uczą się od nas.

powrót...