Strona Główna

Aktualności

Uważam Rze inaczej pisane

Wiosną 1984 r. na spacerniaku aresztu śledczego zakwitła pojedyncza róża. Wypatrzył ją młody więzień polityczny, zaledwie 21-letni lider organizacji Solidarność Młodych. Cztery miesiące wcześniej w noc sylwestrową w jednej z parafii na Żuławach poznał Podlasiankę o imieniu Marzena. Zbliżało się widzenie i chciał coś podarować dziewczynie. Namówił kolegów do wszczęcia awantury. Korzystając z zamieszania, zerwał różę. Wręczył jej kwiat, kiedy strażnicy na chwilę podczas widzenia odwrócili wzrok. W przyszłym roku minie ćwierć wieku, odkąd są małżeństwem. Ówczesny aresztant jest dziś jednym z najbardziej wpływowych ludzi w polskich finansach i stać go na znacznie kosztowniejsze prezenty. A jednak jego żona, która wciąż przechowuje zasuszoną różę, mówi, że nigdy nie dostała cenniejszej biżuterii.

Harcerz pod stocznią

Grzegorz Bierecki, prezes Kasy Krajowej SKOK, szczególnie w „Gazecie Wyborczej" i w „Polityce" nie ma wizerunku romantyka. Wręcz przeciwnie. Zarówno on, jak i stworzony przez niego system Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych są bezwzględnie od wielu lat atakowane. Żadna z innych instytucji finansowych w Polsce nie podlegała tak bezwzględnej krytyce jak SKOK. Bierecki zbudował bowiem firmę, której sieć placówek należy do najpotężniejszych w Polsce. Ludzie szukający taniego pieniądza od wielu lat uciekają z banków komercyjnych do instytucji zwanej bankiem ubogich. Onajednak nie jest bankiem. Sam zaś Bierecki - jak powiedział mu jeden z dziennikarzy, którzy atakowali SKOK - jest najbardziej znienawidzoną postacią w polskim świecie finansów. Banki komercyjne, będące w tej chwili przeważnie w posiadaniu międzynarodowego kapitału, szczerze nie cierpią instytucji, która swoją działalność zaczynała od kilku pokoików i w całości została zbudowana bez grosza z państwowej kasy, a wyłącznie za pieniądze Polaków. Rodzina Biereckich do polskości jest przywiązana od zawsze. Pierwsze wzmianki o niej pochodzą z 1447 r, kiedy na Podkarpaciu założyli miejscowość Bierca (dziś Bircza), od której wzięli nazwisko. Rodzice Grzegorza w dwudziestoleciu międzywojennym budowali Gdynię - ojciec jako pracownik firmy spedycyjnej CH Hartwig, matka jako nauczycielka polskiego. Po wybuchu wojny ojciec Biereckiego znalazł się wśród pierwszych więźniów Stutthofu, matka została zaś przez Niemców wysiedlona z Gdyni, którą zamieniono na Gotenhafen. Rodzina żony Biereckiego to zdecydowani antykomuniści z Podlasia. Jeden z jej krewnych walczący najpierw w AK, a potem w słynnym oddziale „Kruka" Wolności i Niezawisłości został stracony z wyroku komunistycznego sądu. Ojciec Biereckiego zmarł przedwcześnie w 1975 r, on sam zaś swoje patriotyczne wychowanie w dużej mierze zawdzięcza harcerstwu.W sierpniu 1980 r. prosto z obozu na Kaszubach trafił pod strajkującą stocznię w Gdańsku. Karnawał pierwszej „Solidarności" przeżył bardzo aktywnie. Organizował Federację Młodzieży Szkolnej, która obok „Solidarności", Solidarności Rolników Indywidualnych, Niezależnego Zrzeszenia Studentów miała być jednym z filarów społeczeństwa obywatelskiego. Wtedy to poznał Lecha Kaczyńskiego, który radził, jak napisać statut organizacji. Wszystkie przygotowania do rejestracji FMS dobiegały końca. Bierecki został przewodniczącym organizacji, pokonując w wyborach Wiesława Walendziaka. Wgrudniu 1981 r. jej działacze spotkali się w Katowicach, by ustalić ostatnie szczegóły. W nocy z 12 na 13 grudnia przyszedł do nich portier, by ostrzec, że zaczyna się wojna.

Z aresztu do Okrągłego Stołu

Miał na myśli stan wojenny. Bierecki ruszył w stronę Gdańska. Pociągi jeszcze kursowały. Po blisko dobie dotarł do Trójmiasta. Chciał wejść do stoczni, ale odradzili mu to koledzy z NZS. Okazało się bowiem, że Służba Bezpieczeństwa nie namierzyła zapasów papieru oraz powielacza, na którym FMS drukowała swoje pismo „Wprost". W siedzibie „Solidarności" co prawda skonfiskowano cały nakład ostatniego numeru pisma, ale drukarnia i papier ocalały, bo SB miała ważniejsze sprawy niż śledzenie redaktorów młodzieżowego magazynu. To właśnie z maszyn FMS zeszły jedne z pierwszych ulotek w stanie wojennym. FMS przekształciła się w Solidarność Młodych. Bierecki organizował po parafiach kółka samokształceniowe, drukował ulotki. Służba Bezpieczeństwa nie była mu w stanie nic udowodnić. Podczas przeszukań jego mieszkanie było „czyste". Wpadł dopiero na skutek prowokacji. Jeden z konfidentów przekonał uwięzionego działacza młodzieżówki, że sypie ją Bierecki. Zdezorientowany kolega Biereckiego napisał gryps z zapewnieniem, że on nie sypie. Gryps przejęła SB i uznała go za dowód na to, że Bierecki stoi na czele Solidarności Młodych. 21-latek trafił do aresztu pod zarzutem kierowania organizacją zmierzającą do obalenia przemocą ustroju PRL. Miał szczęście. Władze komunistyczne pod presją międzynarodową zdecydowały się na amnestię i po trzech miesiącach Bierecki wyszedł na wolność. Jako student Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Gdańskiego zaczął działać w podziemnym NZS. W 1988 r. komuna zaczęła dogorywać. W stoczni wybuchały strajki. Studenci Uniwersytetu Gdańskiego organizowali strajk solidarnościowy. Bierecki do akcji zaangażował również politechnikę. Rozpoczęły się rozmowy Okrągłego Stołu. Bierecki jako jeden z najważniejszych działaczy NZS trafił do podstolika ds. nauki i szkolnictwa wyższego. Udało mu się wywalczyć zgodę komunistów na możliwość powstawania szkół społecznych. Jego drogi z niektórymi kolegami z podziemia zaczęły się rozchodzić. Gdańscy liberałowie skupieni wokół Jacka Merkla, Janusza Lewandowskiego i Donalda Tuska zaczęli się spotykać w pubie Cotton Club, Bierecki zaś w tym czasie z młodymi stoczniowcami przesiadywał w Kaperze nieopodal ich zakładu. Został zatrudniony w Komisji Krajowej „Solidarności".

Kasy po godzinach

W 1990 r. jako jeden z dyrektorów w KK został wysłany do USA, by zabiegać o wsparcie dla organizacji. Przez trzy tygodnie objeżdżał Stany. Honorowe obywatelstwo nadało mu wówczas Kansas City. - Nie spodziewałem się tego, ale właśnie ta decyzja otworzyła mi szereg drzwi. Do mojej skrzynki w hotelu napłynęło mnóstwo listów. Nie byłem w stanie ich wszystkich czytać. Na chybił trafił wyjąłem jeden - opowiada Bierecki. List pochodził od Berty Karngham, społecznie działającej w tzw. uniach kredytowych. Bierecki poprosił o spotkanie. Został zaproszony do siedziby unii kredytowej. Na ścianie wisiał napis: „Not for profit, not for charity, but for service" (nie dla zysku, nie miłosierdzia, lecz by służyć). Wyszedł z siedziby unii kredytowych ze skrzynką materiałów. Przestudiował je podczas lotu powrotnego do Polski. Przyszedł z tym do Wałęsy. - Zajmuj się tym, ale po godzinach pracy - powiedział szef „Solidarności". Ponieważ w KK pracowało się od godz. 8 do 23, po trzech miesiącach Bierecki musiał z niej zrezygnować. Wałęsa miał wówczas wiele innych spraw na głowie i Biereckiemu po raz kolejny pomógł Lech Kaczyński. Przygotował od strony prawnej powstanie kas i zgodził się być przewodniczącym rady nadzorczej fundacji, która miała je organizować. Pierwszy SKOK został otwarty w rocznicę podpisania porozumień sierpniowych w 1992 r. w Zespole Elektrociepłowni Gdańsk. Było to możliwe dzięki zapisowi ustawy, który pozwolił związkom zawodowym prowadzić taką działalność. SKOK-i początkowo nie były traktowane poważnie, jednak z roku na rok ich popularność rosła - korzystały na pazerności banków. Sam zaś Bierecki zabiegał u polityków wprowadzenie zapisów ustawowych, które pozwolą na rozwój kas zgodnie ze światowymi standardami. Jednocześnie zwalczał rozwiązania prawne zapobiegające łupieniu Polaków przez instytucje finansowe. To właśnie on był pomysłodawcą ustawy o upadłości konsumenckiej oraz zapisów antylichwiarskich. - Ustawy zostały jednak w parlamencie poważnie okaleczone na skutek działalności lobbystycznej banków i firm lichwiarskich - mówi. W katastrofie smoleńskiej zginął jego mentor i przyjaciel Lech Kaczyński oraz wiele innych bliskich mu osób, m.in. Przemysław Gosiewski, Maciej Płażyński i Sławomir Skrzypek. - Nie chciałem iść do polityki. Powstała jednak wyrwa, którą ciężko zapełnić - mówi. Bierecki w świecie unii kredytowych zrobił gigantyczną karierę. Dziś jest wiceprzewodniczącym Światowej Rady Związków Kredytowych (WOCCU) skupiającej „banki ubogich" ze stu krajów na świecie. W zbliżających się wyborach będzie ubiegał się o mandat senatorski na Podlasiu. Choć pochodzi z Gdańska, nie czuje się spadochroniarzem z Trójmiasta. - Podlasie, w postaci żony i jej rodziny, mam okrągły rok w domu śmieje się.

Cezary Gmyz

powrót...